ARTYKUŁY
+
Retinoidy wiosną

Protokół wiosenny to sztuka balansowania między aktywną stymulacją a krótkimi oknami na regenerację, a nie całkowita rezygnacja z dobrodziejstw witaminy A.

 

LNE: Co w praktyce oznacza reset od retinoidów? 

 
Prof. dr hab. n. farm. Sławomir Wilczyński: W potocznym ujęciu reset od retinoidów bywa rozumiany jako konieczność całkowitego odstawienia preparatów, aby umożliwić skórze regenerację i powrót do równowagi. Z punktu widzenia farmakodynamiki i biologii komórki jest to jednak podejście paradoksalne i często szkodliwe dla ciągłości procesów naprawczych. 

Dlaczego?

 

W skórze poddawanej regularnej stymulacji retinolem lub retinalem dochodzi do wykształcenia specyficznej adaptacji, która opiera się między innymi na nadekspresji cytozolowych białek wiążących kwas retinowy, znanych jako CRABP-II. Białka te pełnią funkcję swoistych kurierów, którzy bezpiecznie transportują cząsteczki witaminy A do jądra komórkowego, minimalizując ryzyko podrażnień w tkankach.
Kiedy decydujemy się na tak zwany reset, musimy mieć świadomość, że w biologii nie istnieje pojęcie fizjologicznego odpoczynku w odniesieniu do stymulacji receptorowej. Nagłe odstawienie retinoidu na dłuższy czas powoduje, że skóra traci tę cenną adaptację enzymatyczną, co w praktyce cofa ją do… punktu wyjścia. 

A jeśli ta przerwa trwa zbyt długo?

To ponowne włączenie preparatu jesienią wymusza przejście przez cały, często uciążliwy i drażniący proces retynizacji. Z tego powodu w profesjonalnym ujęciu reset definiujemy raczej jako taktyczne „okno terapeutyczne”, trwające zazwyczaj od 3 do 5 dni. Takie krótkotrwałe wyciszenie sygnalizacji receptorowej stosujemy głównie przed inwazyjnymi zabiegami, aby uniknąć nakładania się na siebie różnych podrażnień, a nie po to, by odzwyczajać skórę od składnika aktywnego. 

Co więc jest lepsze zamiast całkowitej abstynencji? 

Modulacja, czyli na przykład zmiana formy z retinolu na retinal, który omija pewne etapy utleniania i jest lepiej tolerowany. Takie podejście pozwala zachować ciągłość terapii bez narażania bariery hydrolipidowej na nadmierny stres w słoneczne dni.

Jakie są zwykle błędne powody odstawiania retinoidów na wiosnę?  

Częstym błędem jest mylenie fotolabilności samej cząsteczki retinoidu z jej rzekomą fototoksycznością dla skóry. W rzeczywistości retinoidy nie są toksyczne pod wpływem słońca. Ich problemem jest to, że po prostu tracą swoją aktywność, gdy zostaną wystawione na promieniowanie UV. To właśnie dlatego standardowo zaleca się ich aplikację na noc, aby mogły działać w czasie, gdy skóra regeneruje się bez ekspozycji na światło. 

A co pan sądzi o micie, mówiącym o tym, że retinoidy powodują przebarwienia?

Że jest z biologicznego punktu widzenia absurdem, ponieważ te substancje są jednym z najskuteczniejszych składników na hiperpigmentację. Poprzez hamowanie transportu melanosomów i przyspieszanie odnowy naskórka pomagają one usuwać nagromadzony barwnik, zamiast go tworzyć. 

Sytuację pogarsza fakt, że pacjenci zrażają się, bo zaczynają zbyt agresywnie: od wysokich stężeń, zbyt często, bez procesu retynizacji i bez wcześniejszego zadbania o barierę hydrolipidową. W efekcie pojawia się mocne przesuszenie, łuszczenie, wysypka i dyskomfort, które subiektywnie odbierają jako pogorszenie stanu skóry. To bywa mylnie interpretowane jako alergia, podczas gdy najczęściej jest to podrażnienie skóry wynikające z tempa i dawki, a nie reakcja alergiczna. 

W praktyce problemem nie jest sama pora roku, tylko niewłaściwe wdrożenie i brak ochrony przeciwsłonecznej – stosowanie retinoidów można spokojnie wiosną kontynuować, pod warunkiem odpowiedniej bariery hydrolipidowej i rygorystycznej fotoprotekcji. 

Co jeszcze warto brać pod uwagę przy ocenie, czy skóra jest gotowa na kontynuację retinoidu?

Kluczowym parametrem jest właśnie wymieniona wyżej szczelność bariery naskórkowej, a najbardziej czułym detektorem jej kondycji okazuje się tolerancja na filtry przeciwsłoneczne. Jeśli podczas nakładania kremu z SPF pacjent odczuwa pieczenie, to sprawa jest jasna – płaszcz lipidowy jest nieszczelny i składniki drażniące docierają do żywych warstw naskórka. 

Co zrobić w takiej sytuacji?

Wtedy musimy przerwać terapię i skupić się na regeneracji skóry. W badaniu przedmiotowym warto zwrócić uwagę nie tylko na ewidentny rumień czy łuszczenie, ale również na tak zwany test uśmiechu. Pozwala on ujawnić głęboką dehydratację tkanki, która objawia się charakterystyczną siateczką drobnych linii przy napinaniu skóry. Jeśli skóra nie radzi sobie z utrzymaniem wody, nie poradzi sobie również z dodatkowym stresem oksydacyjnym, jaki niesie ze sobą intensywne promieniowanie słoneczne. Równie ważna jest szczera rozmowa o stylu życia. 

W jakim sensie?

Jeśli pacjent nie gwarantuje, że będzie nakładał filtr co dwie godziny – nie kwalifikuje się do stosowania silnych retinoidów w tym okresie. W takich przypadkach zalecamy bezpieczniejszą zmianę na retinaldehyd lub rzadszą aplikację, ale tylko pod warunkiem, że bariera pozostaje nienaruszona. Ostatecznie to nie data w kalendarzu, lecz faktyczny stan fizjologiczny skóry decyduje o tym, czy kuracja jest bezpieczna.

To w jakich sytuacjach reset od retinoidów jest zasadny i korzystny? 

Farmakologiczne uzasadnienie dla resetu pojawia się w momencie, gdy adaptacyjna retynizacja przechodzi w dekompensację bariery naskórkowej, co klinicznie manifestuje się pieczeniem przy aplikacji neutralnych lipidów i świadczy o krytycznym wzroście przeznaskórkowej utraty wody (TEWL), czyli:

  • w przypadku zaostrzenia trądziku różowatego przerwa jest bezwzględna, gdyż retinoidy, stymulując angiogenezę, mogą w fazie aktywnego stanu zapalnego paradoksalnie utrwalić teleangiektazje poprzez mechanizm naczyniowej nadreaktywności;
  • w szczycie sezonu pyleń – ścieńczenie warstwy rogowej przez retinoidy może ułatwiać transepidermalną penetrację aeroalergenów, zmieniając skórę w otwarte wrota dla reakcji histaminowych;
  • krytycznym błędem jest kontynuacja terapii u pacjenta bez rygoru fotoprotekcji: stosowanie retinoidów bez filtrów SPF to ogromne ryzyko, gdyż przyspieszony turnover komórkowy eksponuje niedojrzałe keratynocyty na mutagenne promieniowanie UV; 
  • podczas doustnej terapii izotretynoiną stosowanie preparatów z retinolem nie jest zalecane i należy go zdecydowanie unikać – takie połączenie drastycznie zwiększa ryzyko wystąpienia silnych podrażnień, bolesnego zaczerwienienia oraz retinoidowego zapalenia skóry.

 

Ale przerwanie aplikacji retinoidów bywa błędem terapeutycznym. Kiedy?  

Całkowite przerwanie kuracji retinoidami bez wyraźnych wskazań medycznych jest wręcz błędem wynikającym z niezrozumienia mechanizmów rządzących naszą skórą. Dlatego że: 

  • retinoidy nie leczą tylko objawów, one zmieniają sposób, w jaki pracują nasze geny, a ich odstawienie natychmiast znosi na przykład hamowanie powstawania zaskórników. Pacjenci szybko zauważają pogorszenie struktury skóry, ponieważ bez stałej stymulacji cykl odnowy naskórka zwalnia, a martwe komórki zaczynają się ponownie gromadzić na powierzchni;
  • w przypadku walki z przebarwieniami pozapalnymi (PIH) rezygnacja z retinoidów drastycznie wydłuża proces ich rozjaśniania, gdyż tracimy mechanizm szybkiego wypychania barwnika do wyższych warstw, skąd jest złuszczany.

Największym paradoksem pozostaje jednak odstawianie retinolu latem dla bezpieczeństwa, co w rzeczywistości pozbawia skórę skutecznego blokera enzymów MMP niszczących kolagen pod wpływem słońca. Rezygnując z tej ochrony, dajemy zielone światło dla procesów elastozy posłonecznej, której efekty w postaci głębokich bruzd i wiotkości będą widoczne dopiero po latach. Dlatego przerwanie kuracji retinolem to zgoda na nieodwracalne uszkodzenia struktur podporowych skóry. 

Zamiast przerywać terapię, lepiej jest zmodyfikować jej intensywność, by utrzymać korzyści płynące ze stymulacji kolagenu przy jednoczesnym zapewnieniu skórze maksymalnego komfortu w słoneczne dni.

A kiedy wręcz nie wolno przerywać stosowania retinoidów?

W przypadku schorzeń takich jak trądzik pospolity czy trądzik dorosłych (acne tarda) retinoidy nie są kuracją na chwilę, lecz fundamentem, który pozwala utrzymać skórę w stanie remisji. Działają one poprzez ciągłe hamowanie powstawania mikrozaskórników – niewidocznych gołym okiem zmian, które zaczynają się formować niemal natychmiast po odstawieniu leku. W przypadku cery z tendencją do nadmiernego łojotoku przerwanie terapii oznacza powrót do nieprawidłowego rogowacenia ujść mieszków, co szybko niweczy miesiące pracy nad gładką skórą.

Na przykład u kobiet z trądzikiem o podłożu hormonalnym?

Tak właśnie. Tu stała obecność retinoidu, nawet w rzadszym schemacie aplikacji, jest ważnym sposobem na wyciszanie kaskady zapalnej, zanim zdąży ona przerodzić się w widoczne niedoskonałości. Nawet latem u pacjentów z tendencją do nawrotów całkowity reset jest klinicznie nieuzasadniony i ryzykowny. Zamiast rezygnować z efektów, warto zmodyfikować wektor dostarczania substancji – na przykład na formy liposomowe, lub zmienić cząsteczkę na retinal, aby utrzymać ciągłość sygnału dla komórek. 

Traktowanie tych schorzeń jako wyleczalnych raz na zawsze jest błędem. One wymagają stałego zarządzania, a retinoid jest tutaj kluczowym narzędziem kontroli, z którego nie warto rezygnować pod wpływem sezonowej mody.

Przejdźmy więc do stosowania retinoidów w kontekście zabiegów rekomendowanych na wiosnę. 

W nowoczesnej kosmetologii estetycznej retinoidy nie są już traktowane jako przeszkoda do wykonywania zabiegów, lecz jako niezbędny element przygotowania tkanki, tak zwany priming. Poprzez stymulację fibroblastów i poprawę mikrokrążenia potęgują one efekty regeneracyjne takich procedur, jak radiofrekwencja mikroigłowa czy lasery nieablacyjne. Kluczem do bezpieczeństwa nie jest wielotygodniowa rezygnacja z preparatu, lecz zastosowanie precyzyjnych mikrokarencji. Zazwyczaj wystarcza odstawienie retinoidu na zaledwie 3 do 5 dni przed zabiegiem, by uszczelnić barierę hydrolipidową i uniknąć nadmiernej reaktywności naczyń krwionośnych.

A co z peelingami chemicznymi, po których wymagane jest nieco dłuższe wyciszenie?

W tym przypadku ścieńczona warstwa rogowa mogłaby doprowadzić do niekontrolowanego przenikania kwasu i powstawania tak zwanych hot spots, czyli miejscowych poparzeń. Bardzo ważne jest również to, aby nie wracać do retinoidów zbyt szybko po zabiegu – należy bezwzględnie odczekać proces pełnego wygojenia naskórka, co zazwyczaj trwa od 5 do 7 dni. Co ciekawe, u pacjentów, których skóra jest przyzwyczajona do retinoidów, procesy gojenia przebiegają sprawniej, dlatego całkowite odstawienie terapii na wiosnę byłoby działaniem na szkodę potencjału regeneracyjnego skóry. 

Protokół wiosenny to sztuka balansowania między aktywną stymulacją a krótkimi oknami na regenerację, a nie całkowita rezygnacja z dobrodziejstw witaminy A.

Jakie „okna bezpieczeństwa” zaleca pan przed zabiegami i po nich?

W gabinecie warto stosować po prostu zasady dotyczące przerw w aplikacji retinoidów w kontekście konkretnych zabiegów. W przypadku procedur, które naruszają barierę mechaniczną, jak mikronakłuwanie czy RF mikroigłowej, trzymajmy się zasady 3-5-7. Oznacza to 3 do 5 dni przerwy przed zabiegiem, aby wyciszyć skórę, oraz powrót do aplikacji dopiero po 7 dniach. Tak długi odstęp po zabiegu jest konieczny, aby uniknąć przedostania się retinoidu przez otwarte mikrokanały do głębokich warstw skóry właściwej, co mogłoby grozić powstaniem ziarniniaków.

Przy peelingach chemicznych dystans musi być, owszem, większy i wynosić 7 dni przed procedurą, ponieważ zretynizowana skóra przepuszcza kwasy zbyt gwałtownie, co zwiększa ryzyko powikłań. 

Nowoczesne wytyczne dla laserów frakcyjnych i IPL pozwalają skrócić ten czas nawet do 24 godzin przy nienaruszonej barierze, choć osobiście zalecam 3-dniowy margines dla pełnej stabilizacji nawilżenia tkanki. W przypadku mezoterapii igłowej najważniejsze jest, aby nie nakładać retinoidu na świeżo nakłutą lub podrażnioną skórę, dlatego czekamy minimum 48 do 72 godzin do pełnego wygojenia. 

Jedynym wyjątkiem są zabiegi bankietowe, gdzie wystarczy odstawienie preparatu na jedną noc przed wydarzeniem, aby uniknąć ewentualnego zaczerwienienia twarzy, ale nie stracić przy tym napięcia skóry uzyskanego dzięki terapii.

Czy lepsza jest strategia zmniejszenia częstotliwości retinoidu, czy całkowite jego odstawienie? 

Zdecydowanie rekomenduję strategię zmniejszenia częstotliwości aplikacji, czyli tak zwaną terapię podtrzymującą lub pulsacyjną. Całkowite odstawienie substancji aktywnej na miesiąc czy dwa jest błędem, który prowadzi do utraty zbudowanej tolerancji i szybkiego nawrotu problemów z teksturą skóry. Kiedy przerywamy kurację na dłużej, dochodzi do resetu enzymatycznego, przez co jesienią ponowne włączenie preparatu wywoła ostre zapalenie, zmuszając skórę do ponownej, traumatycznej retynizacji.

Aplikacja retinoidu 2 lub 3 razy w tygodniu w zupełności wystarcza, aby utrzymać hamowanie enzymów MMP niszczących kolagen, co paradoksalnie czyni skórę bardziej odporną na słońce w sezonie wiosennym. Stała, choć rzadsza obecność witaminy A w komórkach zapewnia stabilizację bariery naskórkowej i zapobiega efektowi jo-jo w rogowaceniu ujść mieszków włosowych. 

Aby zapewnić skórze komfort i bezpieczeństwo, w dni wolne od retinoidu należy wdrożyć intensywną regenerację lipidową i nawilżanie. Takie podejście pozwala na płynne balansowanie między stymulacją a naprawą bariery, co jest najzdrowszym rozwiązaniem dla tkanki w okresach przejściowych.

Czym zastąpić retinoidy, jeśli robimy przerwę, ale chcemy utrzymać efekty terapii? 

Jeśli z jakiegoś powodu przerwa w stosowaniu silnych retinoidów jest konieczna, warto skorzystać z innych sladników aktywnych, które pomogą utrzymać efekty dotychczasowej pracy, a więc z:

  • bakuchiolu, roślinnego składnika, który działa na te same szlaki genetyczne co retinol, ale nie wywołuje podrażnień i wrażliwości na słońce. Bakuchiol stymuluje produkcję kolagenu typu I i III, stąd skóra pozostaje jędrna nawet wtedy, gdy rezygnujemy z klasycznej witaminy A;
  • kwasu azelainowego, który działa on wybiórczo na nadaktywne komórki barwnikowe i bakterie, a co najważniejsze – nie uwrażliwia skóry na słońce tak jak inne kwasy;
  • peptydów miedziowych, które wspierają procesy naprawcze w skórze bez konieczności budowania tolerancji. 

Ważne jest jednak, aby letni most opierał się na silnych antyoksydantach, jak witamina C czy kwas ferulowy. Przejmują one funkcję ochronną w czasie, gdy rezygnujemy z potencjału antyoksydacyjnego retinoidów, pomagając skórze walczyć z wolnymi rodnikami generowanymi przez UV. Taka strategia pozwala podtrzymać sygnał do regeneracji aż do momentu powrotu do stosowania retinoidów. 

Co z pacjentem z acne tarda, który musi zrobić przerwę, ale boi się nawrotu? 

Dla osób zmagających się z trądzikiem dorosłych, u których przerwa w terapii retinoidami jest wymuszona, kluczowe jest wdrożenie specjalnego protokołu przejściowego. Mikrozaskórniki, które są początkiem każdej zmiany zapalnej, zaczynają ponownie kolonizować pory niemal natychmiast po odstawieniu retinoidu. W tym newralgicznym oknie 2-4-tygodniowym fundamentem pielęgnacji staje się kwas azelainowy, który kontroluje wydzielanie sebum i chroni przed przebarwieniami, nie powodując przy tym ryzyka fotouczulenia.

Równolegle warto wdrożyć strategię Short Contact Therapy (SCT) z użyciem nadtlenku benzoilu. Polega ona na krótkiej, zaledwie 5-minutowej aplikacji preparatu, który następnie zmywamy ze skóry. Jest to czas wystarczający, aby zadziałać antybakteryjnie na C. acnes, a jednocześnie ochronić barierę naskórkową przed nadmiernym wysuszeniem. 

Aby utrzymać skórę w dobrej kondycji, warto również sięgnąć po preparaty z bakuchiolem lub fitosfingozyną, które podtrzymują prawidłowe procesy rogowacenia naskórka. Takie działania pozwalają „oszukać” mechanizmy skóry i zapobiec gwałtownemu wysypowi zmian trądzikowych do czasu, aż będziemy mogli bezpiecznie wrócić do właściwej kuracji.

Jakie są pana „czerwone flagi” wiosną – sygnały do natychmiastowej zmiany planu retinoidowego? 

Monitorowanie skóry wiosną wymaga od pacjenta i specjalisty czujności na pewne sygnały alarmowe, które traktujemy jako bezwzględne przeciwwskazanie dla kontynuacji terapii, czyli:

  • dodatni test szczypania – sytuacja, w której nawet łagodny krem nawilżający lub filtr SPF wywołuje pieczenie skóry. Oznacza to, że bariera hydrolipidowa uległa krytycznemu uszkodzeniu, a substancje drażniące swobodnie penetrują żywe warstwy naskórka;
  • utrwalony rumień lub napadowe czerwienienie się twarzy pod wpływem ciepła (flushing). Sugeruje to, że retinoid nadmiernie stymuluje grę naczyniową w czasie, gdy skóra powinna być wyciszona i chroniona przed przegrzaniem;
  • widoczne, płatowe łuszczenie się skóry również nie jest dowodem na skuteczność leku, lecz sygnałem dekompensacji procesu keratynizacji. Oznacza to, że tempo podziałów komórkowych jest zbyt szybkie w stosunku do możliwości skóry do prawidłowego złuszczania;
  • niemożność nakładania filtra co dwie godziny lub planowany wyjazd w rejony o ekstremalnie wysokim indeksie UV. 

Ignorowanie powyższych objawów prowadzi do przewlekłego stanu zapalnego, czyli inflammagingu, który paradoksalnie przyspiesza procesy starzenia, niwecząc cały trud włożony w zimową kurację. Pamiętajmy, że w kosmetologii zdrowa bariera zawsze jest ważniejsza niż agresywna stymulacja.

Rozmawiała Agnieszka Gomolińska

 

Prof. dr hab. n. farm. Sławomir Wilczyński

Kierownik Katedry i Zakładu Podstawowych Nauk Biomedycznych Wydziału Nauk Farmaceutycznych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Ekspert Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Ministerstwa Gospodarki RP, Agencji Badań Medycznych, Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz Banku Gospodarstwa Krajowego. Redaktor naczelny czasopisma „Aesthetica” oraz redaktor „Advances in Therapy” (Springer Nature).

IG: @prof_slawekwilczynski

www: swilczynski.pl