Regenerować, nie tylko stymulować – skóra i jej wewnętrzne systemy antyoksydacji

Nie chodzi o to, by podawać jak najwięcej antyoksydantów, lecz przywrócić skórze zdolność ich endogennej produkcji i regulacji.

 

LNE: Jaką funkcję pełnią endogenne systemy antyoksydacyjne, takie jak glutation, dysmutaza ponadtlenkowa czy katalaza, w utrzymaniu homeostazy skóry i czym różnią się funkcjonalnie od antyoksydantów egzogennych?

Katarzyna Śliwka: Antyoksydantów jest dzisiaj coraz więcej dorzucanych do kosmetyków, do suplementów, do całej narracji beauty i longevity, a jednocześnie mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją, że mówimy o dwóch różnych poziomach działania.

Skóra jest stale eksponowana na czynniki środowiskowe, a tych obciążeń jest teraz po prostu więcej. Oczywiście wszyscy wiedzą o promieniowaniu UV i zanieczyszczeniach środowiska, ale do tego dochodzi stres, coraz silniejszy. To czynnik, którego nie jesteśmy w stanie wyeliminować. Te bodźce generują reaktywne formy tlenu, które w nadmiarze prowadzą do uszkodzeń lipidów, białek i DNA komórkowego.

Jakie endogenne antyoksydanty są najważniejsze?

Glutation, dysmutaza ponadtlenkowa i katalaza – każdy pełni inną, choć komplementarną funkcję. Dysmutaza ponadtlenkowa jest pierwszą linią obrony, ponieważ przekształca anionorodnik ponadtlenkowy w nadtlenek wodoru. Katalaza oraz peroksydaza glutationowa neutralizują nadtlenek wodoru, przekształcając go w wodę i tlen, dzięki czemu zapobiegają jego toksycznemu działaniu. Sam glutation bierze udział nie tylko w bezpośrednim „zmiataniu” wolnych rodników, ale również w regeneracji innych antyoksydantów i w detoksykacji komórki.

Te systemy działają dynamicznie i enzymatycznie, bo są zdolne do regeneracji i adaptacji do zmieniających się warunków środowiskowych.

Właśnie, a dzięki temu utrzymują równowagę redoks, wspierają prawidłowe funkcjonowanie komórek skóry, procesy naprawcze i, co również trzeba wyraźnie powiedzieć, opóźniają procesy starzenia.

A jeśli chodzi o antyoksydanty egzogenne, czyli te dostarczane z dietą albo aplikowane miejscowo, takie jak witamina C, witamina E czy polifenole?

One pełnią funkcję wspomagającą, działają jako dodatkowe wsparcie w neutralizacji wolnych rodników, szczególnie wtedy, gdy endogenne mechanizmy obronne są przeciążone albo osłabione, na przykład w wyniku starzenia, ekspozycji na słońce, zanieczyszczeń środowiska, przewlekłego stresu czy po prostu stylu życia.

Bo o tym też trzeba mówić: o życiu w wiecznym biegu, o niedosypianiu, o tym, że ludzie niby już wiedzą, że sen jest ważny, ale nie do końca rozumieją, co naprawdę znaczy dobrze spać.

Kluczowa różnica funkcjonalna

Systemy endogenne są integralną częścią metabolizmu komórkowego i działają w sposób ciągły, enzymatyczny i regulowany, zaś antyoksydanty egzogenne mają charakter uzupełniający, a ich skuteczność zależy od biodostępności, stabilności oraz zdolności penetracji skóry.  

Jak wygląda biochemiczny podział antyoksydantów, na enzymatyczne i nieenzymatyczne, hydrofilowe i lipofilowe?

Często mówimy „antyoksydanty” tak, jakby to była jedna grupa działająca w ten sam sposób, a przecież z punktu widzenia biochemii to jest bardzo zróżnicowany układ.

Mamy antyoksydanty enzymatyczne, czyli właśnie takie jak dysmutaza ponadtlenkowa, katalaza czy peroksydaza glutationowa, które są elementem wewnętrznego systemu obronnego komórki. I mamy antyoksydanty nieenzymatyczne, do których zaliczamy między innymi glutation, koenzym Q10, witaminę C, witaminę E, polifenole, karotenoidy i wiele innych związków. Do tego dochodzi jeszcze podział na antyoksydanty hydrofilowe, czyli działające przede wszystkim w środowisku wodnym, oraz lipofilowe, które działają w środowisku tłuszczowym.

A to ma bardzo duże znaczenie w kontekście skóry jako narządu barierowego, bo skóra nie jest jednorodna.

Tak, ona ma warstwy, które funkcjonują w innych warunkach chemicznych. Mamy środowiska wodne, przestrzenie lipidowe, błony komórkowe zbudowane z lipidów, sebum, cement międzykomórkowy. To oznacza, że jeden antyoksydant nie zabezpiecza nam wszystkiego.

Ot, choćby witamina C działa głównie w środowisku wodnym, a witamina E chroni przede wszystkim struktury lipidowe, zwłaszcza błony komórkowe. Dlatego tak ważna jest synergia i tak ważne jest, żeby nie myśleć o jednym „bohaterskim składniku”, który rozwiąże wszystko. Z biologicznego punktu widzenia organizm zawsze działa systemowo, więc również ochrona antyoksydacyjna powinna być rozumiana systemowo.

Kiedy widzimy skórę z osłabioną barierą, zwiększoną reaktywnością czy większą podatnością na odwodnienie, nie wystarczy powiedzieć: „damy antyoksydant”. Trzeba wiedzieć, jaki, w jakiej formie, do jakiego środowiska i z jakim celem.

Czy istnieje zjawisko „przedawkowania antyoksydantów” w kosmetologii i suplementacji?

Niektóre antyoksydanty w określonych warunkach mogą wykazywać efekt prooksydacyjny. Klasyczny przykład dotyczy znów witaminy C, która w obecności jonów metali przejściowych, takich jak żelazo czy miedź, może uczestniczyć w reakcjach prowadzących do powstawania wolnych rodników. Oczywiście nie chodzi o to, żeby demonizować ten cenny składnik, tylko żeby zrozumieć, że kontekst ma znaczenie.

Nadmierna podaż antyoksydantów z zewnątrz może zaburzać naturalną odpowiedź adaptacyjną komórki. Organizm potrzebuje pewnej ilości bodźca, również oksydacyjnego, żeby uruchamiać własne mechanizmy obronne. Jeżeli my ten bodziec nieustannie „wygaszamy” dużą liczbą składników z zewnątrz, to zaczynamy wchodzić w obszar biologicznej nadopiekuńczości. I to już nie zawsze jest korzystne.

W kosmetologii ten problem może dotyczyć także źle zestawionej pielęgnacji: kilka preparatów z silnymi antyoksydantami naraz, do tego intensywne zabiegi, suplementację…

I nagle okazuje się, że skóra zamiast być spokojniejsza, reaguje nadreaktywnością, pieczeniem, zaczerwienieniem albo takim „nie wiadomo czym”. I wtedy łatwo powiedzieć: „to skóra wrażliwa”. Tylko dlaczego?

Czy nadmierna podaż antyoksydantów z zewnątrz może hamować endogenną produkcję, na przykład poprzez regulację szlaku Nrf2?

Tak, bo szlak Nrf2 to w dużym uproszczeniu jeden z głównych regulatorów komórkowej odpowiedzi antyoksydacyjnej. To on odpowiada za aktywację genów kodujących enzymy obronne i różne elementy odpowiedzi cytoprotekcyjnej. Uruchamia się wtedy, gdy komórka dostaje bodziec, czyli kiedy „widzi”, że musi się bronić.

Jeżeli z zewnątrz przez cały czas bardzo intensywnie wygaszamy stres oksydacyjny, organizm może dostać słabszy sygnał do uruchamiania własnych mechanizmów. To nie kwestia jednego serum czy kremu, ale długofalowego podejścia. Naszym celem nie jest zastępowanie fizjologii, tylko jej wspieranie.

Konsekwencją dla komórki może być obniżenie zdolności adaptacyjnych. Mówiąc prościej: staje się ona bardziej zależna od zewnętrznego wsparcia, a mniej sprawna w odpowiadaniu na stres samodzielnie. To jak z każdym układem biologicznym, jeżeli nie dajemy mu szansy pracować, z czasem pracuje gorzej. Dlatego tu mniej znaczy lepiej, organizm trzeba też regenerować, a nie tylko stymulować.

Jakie sygnały mogą wskazywać, że skóra jest rozregulowana antyoksydacyjnie?

Skóra może być bardziej reaktywna, nadwrażliwa, może szybciej się czerwienić, gorzej tolerować aktywne składniki, mieć większą skłonność do stanów zapalnych. Może dawać nierównomierną pigmentację, ponieważ stres oksydacyjny wpływa na aktywność melanocytów, a więc może nasilać przebarwienia lub sprzyjać ich utrwalaniu.

Do tego dochodzi przyspieszone starzenie się skóry, widoczne jako utrata elastyczności, pogorszenie struktury, drobne zmarszczki, ziemisty koloryt. Dochodzi do uszkodzeń kolagenu, elastyny i własnych lipidów błonowych. Mamy też osłabienie funkcji bariery naskórkowej, spowolnione gojenie i większą skłonność do podrażnień.

Te objawy często współwystępują, rzadko występują pojedynczo.

Jakie zachowania – styl życia, zabiegi, ekspozycja środowiskowa – najbardziej upośledzają zdolność organizmu do produkcji własnych antyoksydantów?

Skóra nie funkcjonuje w próżni. Zdolność organizmu, a więc i skóry, do wytwarzania własnych antyoksydantów jest ściśle zależna od stylu życia i od obciążeń środowiskowych. I kluczowe jest tu zrozumienie, że endogenne systemy obronne nie wyczerpują się jednorazowo. One ulegają stopniowej dysregulacji pod wpływem przewlekłych bodźców.

W praktyce kosmetologicznej najczęściej obserwujemy kumulację kilku czynników:

  1. Przewlekły stres psychiczny i brak regeneracji. Długotrwała aktywacja osi stresu, z podwyższonym poziomem kortyzolu, zwiększa produkcję reaktywnych form tlenu, a jednocześnie obniża aktywność enzymów antyoksydacyjnych. Dodatkowo niedobór snu zaburza procesy naprawcze i regeneracyjne, w tym ekspresję enzymów związanych z równowagą redoks.
  2. Dieta uboga w składniki wspierające system antyoksydacyjny. I tutaj nie chodzi tylko o brak antyoksydantów z zewnątrz, ale też o niedobory kofaktorów niezbędnych do ich produkcji, takich jak selen, cynk, miedź, mangan, aminokwasy siarkowe czy odpowiednia podaż białka. Dlatego każda dieta skrajnie uproszczona albo bardzo jednostronna będzie dla organizmu problemem. Do tego cukry proste i tłuszcze trans, która nasilają stres oksydacyjny i glikację białek.
  3. Nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV, jeden z najsilniejszych induktorów wolnych rodników w skórze. Przewlekła ekspozycja prowadzi do przeciążenia systemów antyoksydacyjnych i spadku ich wydolności, w tym osłabienia aktywności takich enzymów, jak katalaza czy dysmutaza ponadtlenkowa.
  4. Zanieczyszczenia środowiska: smog, metale ciężkie, mikroplastik.
  5. Używki: palenie tytoniu i nadmierne spożycie alkoholu.
  6. Nadmierna albo nieprawidłowo dobrana pielęgnacja i zabiegi. Silne procedury, intensywne peelingi, wysokie stężenia kwasów, nieumiejętnie dobrane terapie łączone – to wszystko może prowadzić do przewlekłego mikrostanu zapalnego i przeciążenia mechanizmów obronnych skóry. Bo skóra jako organ naprawdę ma swoją wydolność i nie wszystko „udźwignie”.

Co się dzieje, gdy układ antyoksydacyjny przestaje być wydolny?

Dochodzi do przeciążenia komórki stresem oksydacyjnym. A wtedy uszkodzeniu mogą ulegać mitochondria, błony komórkowe, białka strukturalne i DNA. Szczególnie wrażliwe są mitochondria, bo same są miejscem intensywnej produkcji reaktywnych form tlenu. Jeżeli ochrona antyoksydacyjna jest niewystarczająca, dochodzi do spadku wydolności mitochondrialnej, a więc również do spadku produkcji ATP. A bez ATP nie ma dobrej regeneracji, dobrej syntezy, dobrej odpowiedzi naprawczej. To jest po prostu mniej sprawna komórka.

Uszkodzenia błon komórkowych prowadzą do zaburzenia integralności komórki, pogorszenia komunikacji międzykomórkowej i większej podatności na dalsze uszkodzenia. Zaczynają cierpieć własne lipidy błonowe, co ma znaczenie nie tylko dla samej komórki, ale też dla funkcji bariery.

Na poziomie DNA przewlekły stres oksydacyjny zwiększa ryzyko mutacji i uszkodzeń materiału genetycznego. Oczywiście organizm ma mechanizmy naprawcze, ale one też mają swoją wydolność. Jeżeli przeciążenie jest długotrwałe, rośnie ryzyko zaburzeń odpowiedzi komórkowej, starzenia komórkowego i nasilenia procesów degeneracyjnych.

Do tego dochodzi zwiększona aktywność metaloproteinaz macierzy, czyli enzymów degradujących kolagen, i osłabienie procesów naprawczych oraz syntezy nowej macierzy pozakomórkowej. I to właśnie potem widzimy jako utratę jędrności, większą wiotkość, gorszą jakość skóry. Czyli wszystko, co często powierzchownie nazywa się po prostu „starzeniem”.

To jak w praktyce gabinetowej znaleźć balans pomiędzy stymulacją a ochroną zdolności antyoksydacyjnych skóry?

Konieczna jest synergia, składników i decyzji terapeutycznych. Kluczowe jest identyfikowanie obciążenia oksydacyjnego w stylu życia. To jest bardzo ważne. Czym innym jest skóra osoby, która śpi dobrze, je dobrze, nie pali, nie jest permanentnie przeciążona, a czym innym skóra osoby, która „jedzie na oparach”, a jeszcze chce intensywnej stymulacji.

I tu właśnie trzeba zachować balans. Zabiegi stymulujące są potrzebne, bo uruchamiają procesy naprawcze i przebudowę. Problem, kiedy terapeuta myśli, że skoro nie widzi dużego zaczerwienienia czy silnej reakcji na powierzchni, może „dołożyć jeszcze”. A nie wiadomo, co dzieje się pod naskórkiem, z mitochondriami, błonami komórkowymi, odpowiedzią zapalną i ekspresją genów.

Trzeba pilnować, żeby w zabiegach łączonych nie dokładać dziesięciu rzeczy działających na tę samą strukturę. Bo skóra jako organ tego nie wytrzymuje.

Które składniki aktywne realnie wspierają endogenny system antyoksydacyjny?

Między innymi sulforafan, resweratrol, kurkuminę czy EGCG z zielonej herbaty. Oczywiście siła tych efektów w warunkach in vivo i przy aplikacji miejscowej zależy od formy, stężenia, nośnika i biodostępności, więc nie chodzi o to, żeby wrzucić te nazwy do jednego worka i uznać, że wszystko zadziała tak samo mocno.

Ale kierunek jest bardzo ważny: szukamy składników, które nie tylko neutralizują reaktywne formy tlenu tu i teraz, lecz także wspierają zdolność komórki do uruchamiania własnej obrony. To jest fundamentalna różnica.

W praktyce ogromne znaczenie ma również to, w jakiej formie składnik występuje. Czy jest wolny, czy zamknięty w nośniku, czy ma szansę dotrzeć do odpowiednich warstw skóry, czy jest stabilny. Bo można mieć piękny skład na papierze, ale bez sensownej formulacji to często zostaje tylko obietnicą.

Jak powinien wyglądać świadomy protokół terapeutyczny, kosmetologiczny i pielęgnacyjny?

Zaczyna się od rozpoznania, z jaką skórą i z jakim człowiekiem pracujemy. Nie tylko: „co położyć na twarz”, ale też: w jakim stanie jest organizm, jaki jest poziom obciążenia oksydacyjnego, jak wygląda sen, dieta, stres, regeneracja.

Najważniejsze jest wspieranie organizmu w tym, żeby sam tworzył skuteczną ilość antyoksydantów. Czyli nie tyle nieustanne dokładanie, ile odbudowywanie zdolności do samoregulacji. I to dotyczy zarówno pielęgnacji, jak i planowania zabiegów.

W praktyce oznacza to wspieranie nie tylko skóry, lecz także diety i regeneracji. Oznacza też pokorę. Bo nie wystarczy przeczytać ze składu chemicznego w koreańskim kosmetyku, że ma piętnaście fermentów i trzydzieści antyoksydantów, i uwierzyć, że to automatycznie będzie dobre dla skóry. To jeszcze nie jest fizjologia. To tylko lista składników.

To dwa konkretne przykłady.

Jeżeli mam do czynienia z osobą bardzo przeciążoną, na przykład około 45-letnią kobietą, pracującą w systemie zmianowym, przemęczoną, niedospaną, źle się odżywiającą palaczką, funkcjonującą w wysokim stresie, nie zaczynałabym od agresywnej stymulacji. Taka skóra ma zwykle obniżoną zdolność regeneracyjną i łatwo ją przeciążyć.

Tu sens ma pielęgnacja antyoksydacyjna oparta na dobrze przebadanych połączeniach: witaminie C z witaminą E i kwasem ferulowym (wsparcie antyoksydacyjne i fotoprotekcyjne). Do tego wzmacniamy barierę niacynamidem i ostrożnie wprowadzamy aktywne składniki. W takiej skórze warto również zwracać uwagę na formulacje, na przykład enkapsulowane lub liposomalne, jeśli poprawiają stabilność i tolerancję.

Natomiast u osoby młodszej, około 30-letniej, której skóra wygląda zdrowo i która chce tylko utrzymać prawidłową produkcję kolagenu i nie niszczyć tego, co już ma, podejście powinno być delikatniejsze i bardziej profilaktyczne. Lepiej sprawdzają się niższe stężenia, bardziej stabilne pochodne witaminy C, połączenia z polifenolami czy antyoksydantami lipofilowymi, które chronią błony komórkowe i wspierają równowagę bez nadmiernego drażnienia skóry.

W obu przypadkach najważniejsze jest jedno: celem nie jest zastąpienie naturalnych mechanizmów obronnych skóry, ale ich wzmocnienie. 

 

Rozmawiała Agnieszka Gomolińska

Katarzyna Śliwka

Magister kosmetologii (UJ CM), absolwentka dietoterapii (ŚUM), obecnie rozwijająca kompetencje na Uniwersytecie SWPS w obszarze coachingu i psychologii. Specjalizuje się w kompleksowej terapii trądziku młodzieńczego, dorosłych i różowatego oraz innych dermatoz. W swojej praktyce integruje kosmetologię, dietetykę i elementy psychologii, opierając pracę na podejściu holistycznym, zaawansowanej diagnostyce oraz indywidualnie projektowanych terapiach.

kasiasliwka.pl

 
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW